Menu Close

„Nowy Wspaniały Świat” po koronawirusie?

Analitycy gospodarczo-polityczni na ogół oceniają, że świat stoi obecnie w obliczu globalnego kryzysu. Być może największego od czasów załamania gospodarki światowej w latach trzydziestych, a prawdopodobnie nawet go przewyższającego.
Stąd też działania i decyzje podejmowane przez decydentów ws. naszej bliższej i dalszej przyszłości określą prawdopodobny jego kształt według nowych reguł. Obejmą one w pierwszym rzędzie nie tylko naszą opiekę zdrowotną ale przede wszystkim rozwój technologiczny, gospodarkę, politykę, naukę i kulturę.
Działania muszą być szybkie i zdecydowane oraz uwzględniające długoterminowe konsekwencje naszych decyzji. Otwartym bowiem pozostaje pytanie nie tylko jak przezwyciężyć aktualne zagrożenie pandemią, ale również jak będziemy żyć gdy pandemia już minie.
Ludzkość na pewno przetrwa i większość z nas będzie nadal żyła, ale to co zastaniemy może jednak nie przypominać już tego co było przed pandemią i być może już niedługo zamieszkiwać będziemy zupełnie inny świat.

Doraźne środki nadzwyczajne podjęte w tym wyjątkowym okresie stały się już codziennym elementem naszego życia. Prawidłowością historyczną jest w takich okresach przyspieszenie procesów społecznych. Wszelkiego rodzaju decyzje, które zazwyczaj rozważa się latami, w sytuacjach ekstremalnych podejmowane są w ciągu kilku godzin. Dotyczy to również tak wrażliwych uregulowań, jak zastosowanie nowoczesnych technologii i rewolucyjnych rozwiązań. Ich niedojrzałe, czy niedopracowane, a nawet niebezpieczne wersje, wciskane są do natychmiastowego użytku, w obawie o zarzuty opinii publicznej o zaniechanie działań.

Obecnie całe regiony poddawane są testom społecznym na dużą skalę.
Stosowany jest wariant pracy zdalnej i komunikacji wyłącznie na odległość. Szkoły i uniwersytety przeszły do trybu online lub quasi-online. W “normalnych” czasach rządy, przedsiębiorstwa i kuratoria oświaty nigdy nie zgodziłyby się na przeprowadzenie takich eksperymentów.
Ale to nie są normalne czasy.

W dobie kryzysu stoimy przed dwoma szczególnie ważnymi wyborami:
Pierwszy z nich, to wybór między totalitarnym nadzorem, a wzmocnieniem pozycji obywateli.
Drugi zaś, to wybór między nacjonalistycznym izolacjonizmem, a globalną solidarnością.

Rodzaje nadzoru
Powstrzymując epidemię, całe populacje muszą przestrzegać pewnych wytycznych. Istnieją dwa zasadnicze sposoby realizacji tego celu. Jedną z metod jest monitorowanie ludzi i penalizacja łamiących przepisy.
Po raz pierwszy bowiem w historii ludzkości, technologia umożliwia permanentny monitoring społeczeństwa.
Jeszcze parę lat temu nawet tajne służby nie były w stanie śledzić obywateli 24 godziny na dobę, ani skutecznie przetwarzać wszystkich zebranych informacji. Angażowały głównie agenturę i analityków, ale przecież nie mogły umieścić obok każdego obywatela agenta do jego obserwacji.
Ale to już przeszłość. Teraz zamiast obserwatorów z krwi i kości można polegać na wszechobecnych smartfonach, komputerach, kamerach, czujnikach i „władcach wszechświata” – potężnych algorytmach.

Do walki z epidemią koronawirusa wdrożono już te nowe narzędzia nadzoru. Najbardziej znaczącym przypadkiem są Chiny. Tam jeszcze grubo przed pandemią wprowadzono eksperymentalnie w mieście Shenzhen system kontroli przepisów drogowych, w którym przechodnie łamiący prawo na przejściach dla pieszych, nie tylko byli identyfikowani przez systemy rozpoznawania twarzy Sztucznej Inteligencji, a ich podobizny i dane osobowe wyświetlane były na olbrzymich monitorach, lecz również otrzymywali natychmiast na posiadany przez nich smartfon mandat pieniężny. Dzięki ścisłemu monitoringowi ludzi za pośrednictwem smartfonów, setek milionów kamer i systemów rozpoznających twarz oraz zobowiązaniu obywateli do sprawdzania i zgłaszania temperatury ciała i stanu zdrowia, chińskie władze mogły w czasie pandemii nie tylko identyfikować osoby podejrzewane o transmisję koronawirusów, ale także śledzić ich ruchy i identyfikować każdego z kim mieli styczność.

Można argumentować, że w zasadzie nie ma w tym nic nowego. Technologia osiągnęła bowiem punkt, w którym wszystkie operacje czy to handlowe, czy też dane systemów rządowych mogą być zintegrowane i analizowane w systemach Sztucznej Inteligencji. Zakres rejestracji danych cyfrowych obejmować może takie źródła informacji jak dane paszportowe, GPS, UPC (Universal Product Code), RFID (identyfikacja radiowa), dane biometryczne, obrazy z kamer bezpieczeństwa, telefonów komórkowych, smartfonów itp. Zintegrowane z systemem mogą być wszystkie ruchy i informacje osobowe oraz wykorzystanie Internetu. Dane medyczne i finansowe również mogą być częścią systemu.
Proces wdrażania systemu odbywać się może na podstawie restrykcyjnych przepisów o ochronie zdrowia „tymczasowo” wprowadzonych w okresie np. pandemii. Pozwoli to rządzącym na znacznie większą kontrolę nad życiem ludzi, a zaawansowana technologia stosowana będzie do implementacji szczegółów prawnych. Takie systemy są już w grze. Do finalizacji „produktu końcowego” wystarczy integracja poszczególnych podsystemów i zastosowanie procedur kontrolnych.
Nie istnieje możliwość uniknięcia uczestnictwa w systemie lub ukrycia się przed nim, a sprawia to właśnie wykładniczy rozwój technologiczny i nasze od niego uzależnienie.

Technologie informacyjne, które są obecnie stosowane lub właśnie nadchodzą mogą być wykorzystane do stworzenia takiego systemu. To właśnie może być ostateczna “pułapka na  myszy.” Cuda elektroniczne z  którymi żyjemy, które ułatwiają nam życie i zachwycamy się nimi, mogą być włączone i wykorzystane dla uzyskania pełnej kontroli nad nami.

Do pełnej realizacji koncepcji potrzebny jest rodzaj jakiegoś wstrząsu czy kataklizmu światowego, kryzysu ekonomicznego, czy właśnie pandemii, które kreują jedność  świata w obliczu nadchodzącego tajemniczego i śmiertelnie niebezpiecznego NIEWIADOMEGO i przyczyniają się do desperackiego kroku akceptacji systemu przez masy ludzi, pod pretekstem zwiększenia ich własnego bezpieczeństwa. Dzisiaj świat jest właśnie na skraju takiego kryzysu, a przecież nawet bez pandemii mieliśmy w ostatnich latach zarówno rządy, jak i korporacje wykorzystujące coraz bardziej zaawansowane technologie do śledzenia, monitorowania i manipulowania ludźmi.

Epidemia może oznaczać ważny przełom w historii nadzoru. Nie tylko dlatego, że może wdrożyć narzędzia masowej inwigilacji w krajach, które do tej pory je odrzucały, ale oznacza również dramatyczną zmianę jakościową rodzaju pozyskiwanych danych. Gdy palec naciska link na smartfonie, to wysyła zazwyczaj operatorowi sieci informację o tym co jego właściciel chciał zobaczyć.
Koronawirus zmienia to podejście informując operatora nie tylko o tym co oglądamy, ale jakie jest nasze ciśnienie krwi i temperatura palca.

Skąd przychodzimy ?
Podstawowym problemem jest obecnie identyfikacja miejsca w którym się znajdujemy . Mało kto wie w jaki właściwie sposób jesteśmy inwigilowani, jakie są możliwości Sztucznej Inteligencji w zakresie integracji i analizy danych oraz identyfikacji celów. Jednak pewnym jest, ze możliwości te rosną w wykładniczym tempie. To, co wydawało się science-fiction jeszcze 10 lat temu, jest dzisiaj już zazwyczaj przestarzałą wiadomością. Wiadomo jednak, że w tworzeniu Sztucznej Inteligencji – kluczowej do budowy systemów totalnego nadzoru najbardziej zaawansowane są Chiny oraz USA.

Na poziomach informacji rządowej coraz częściej wspomina się o środkach technologicznych które należy zastosować przed kolejnym szczytem zachorowań w celu zdalnej identyfikacji osób – nosicieli koronawirusa jak np. kamery termowizyjne połączone z systemami rozpoznawania twarzy, czy rodzajach czujników stosowanych nie tylko przez sportowców amatorów czy zawodowców do monitoringu temperatury, tętna, czy ciśnienia krwi, lecz również przez zwykłych ludzi kontrolujących swój stan zdrowia 24 godz. na dobę. Pozyskane fragmentaryczne dane mogą być integrowane przez AI gromadzone i analizowane przez algorytmy rządowe. Algorytmy będą wiedziały, że jesteś chory, zanim sam się o tym zorientujesz, a także będą wiedziały, gdzie byłeś i kogo spotkałeś poprzez analizę łańcucha kontaktów.
Łańcuchy infekcji mogą być drastycznie skrócone, a nawet całkowicie przecięte – i taki system mógłby prawdopodobnie zatrzymać epidemię w ciągu kilku dni. Brzmi cudownie, prawda?

Minusem jest przekazanie legitymacji naszej wolności i anonimowości nowemu systemowi nadzoru. Jeśli wiemy, na przykład, że wybrany został określony link na smartfonie to możemy dowiedzieć się czegoś nowego o poglądach politycznych właściciela lub nawet jego osobowości. Ale jeśli monitorujemy temperaturę ciała, ciśnienie krwi czy tętno podczas oglądania określonych treści, to można dowiedzieć się, co nas rozśmiesza, co zasmuca, a co naprawdę „wkurza”.

Istotnym jest aby pamiętać, że gniew, radość, nuda i miłość są zjawiskami biologicznymi i powodują określone reakcje somatyczne podobnie jak gorączka czy kaszel. Ta sama technologia, która identyfikuje nasz kaszel może również zidentyfikować smutek czy zdenerwowanie. Jeśli korporacje, czy rządy wejdą w posiadanie naszych danych biometrycznych, to mogą nas poznać znacznie lepiej aniżeli znamy się sami, a w konsekwencji mogą nie tylko przewidywać nasze uczucia, czy zachowania, ale również manipulować nami i sprzedawać wszystko, czego chcą – czy to produkt, czy osobę polityka.
Biometryczny monitoring sprawi, że hakowanie danych wg „wzorców” Cambridge Analytica przypominać będzie technologię rodem z epoki kamienia łupanego.

Wyobraźmy sobie więc hipotetyczne państwo w którym wszyscy obywatele noszą czujniki biometryczne 24 godz. na dobę. Jeśli czujniki biometryczne zarejestrują oznaki gniewu na akurat ogłaszane niepopularne działania władzy, „to jesteśmy załatwieni”.

Możemy oczywiście uznać, że taki biometryczny nadzór jest środkiem tymczasowym podjętym w stanie nadzwyczajnym i zostanie zlikwidowany natychmiast po ustąpieniu sytuacji awaryjnej. Ale rozwiązania tymczasowe mają paskudny zwyczaj trwałego zapisywania się w naszym życiu, zwłaszcza, że zawsze czai się gdzieś na horyzoncie zdarzeń nowy „awaryjny” środek, realizujący podobne cele, jednak znacznie lepiej i dyskretniej.

Nawet wówczas, gdy infekcje koronowirusa będą zerowe lub prawie zerowe, zawsze może znaleźć się głodna danych władza, która stwierdzi, że nadal konieczne jest utrzymanie restrykcji i biometrycznych systemów nadzoru, z uwagi na obawę drugiej fali koronowirusa lub dlatego, że jakiś nowy szczep śmiertelnego wirusa – nazwijmy go „Mkumba – 25” – który ewoluował sobie spokojnie gdzieś w lasach deszczowych Amazonii, właśnie został przywleczony do naszego ekosystemu przez tajemniczego nietoperza lub dlatego, że . . . – dalej wszystko zależy już od wyobraźni.

W ostatnich latach toczy się wielka bitwa o naszą prywatność, a kryzys koronawirusowy może być punktem zwrotnym w tej bitwie. W przypadku, gdy ludzie mają wybierać między wolnością i prywatnością, a zdrowiem, na pewno wybiorą zdrowie.

Podstawowym źródłem problemu jest właśnie kwestia wyboru pomiędzy wolnością i prywatnością, a życiem i zdrowiem. Jest to fałszywy wybór. Możemy i powinniśmy cieszyć się zarówno wolnością życia jak i prywatnością i zdrowiem.
Ochrona naszego życia i zdrowia nie musi odbywać się poprzez ograniczanie naszej wolności i prywatności czy ustanowienie totalitarnych systemów nadzoru ale poprzez wzmocnienie pozycji obywateli. Niektóre z najbardziej udanych wysiłków na rzecz powstrzymania epidemii koronawirusów zostały zaaranżowane przez Koreę Południową, Tajwan czy Singapur. Wprawdzie kraje te korzystały do pewnego stopnia z najnowszych aplikacji nadzoru, ale jednak generalnie oparły się na znacznie szerzej zakrojonych testach, uczciwych sprawozdaniach i współdziałaniu ze świadomym zagrożenia społeczeństwem.

Ścisły monitoring populacji i penalizacja niewłaściwych zachowań, nie są jedynym sposobem na skłonienie ludzi do podporządkowania się niezbędnym ograniczeniom wolności i prywatności. Uświadamiając społeczeństwu naukowe fakty oraz zakładając jego ufność w działania władz, obywatele mogą podporządkować się restrykcjom nawet bez „wielkiego brata” czy policji czuwających nad nimi i egzekwujących siłowo narzucone prawo. Bowiem zmotywowane i dobrze poinformowane społeczeństwo jest zwykle o wiele skuteczniejsze w działaniu niż nieświadoma i kontrolowana populacja.

Ale – aby osiągnąć taki poziom zgodności i współpracy, potrzeba zaufania. Ludzie muszą ufać nauce, ufać władzom publicznym, ufać mediom. W ciągu ostatnich kilku lat podważano zaufanie do nauki, władz publicznych i mediów. Kwitła i kwitnie kultura fałszywych wiadomości, fake newsów i kłamliwych obrazów świata – migotliwych informacyjnych jętek jednodniówek pustoszących naszą sferę ufności w szczerość intencji i wiarygodność przekazu. 
Współczesnym manipulatorom wydaje się, że stosując odpowiednią socjotechnikę kształtować można pożądane dla doraźnych celów zachowania społeczne.
Teraz ci sami nieodpowiedzialni politycy mogą ulec pokusie, by iść drogą autorytaryzmu  argumentując, że nie można ufać społeczeństwu, by działało w korzystny dla danej sytuacji sposób.

Zaufanie, którego erozję obserwujemy od lat, nie może być odbudowane z dnia na dzień. Ale czasy nie są normalne. Kryzysy zmieniają umysły i osobowości. Nigdy nie jest za późno by w chwilach próby miast budować totalitarne systemy kontroli, zacząć odbudować wiarę w potęgę nauki, sprawiedliwość władz publicznych i obiektywność mediów.

Powinniśmy korzystać z nowych technologii, ale technologie te powinny być wykorzystywane dla dobra obywateli. Pozyskiwane dane winny wspomagać podejmowanie właściwych decyzji , ale także dawać możliwość większej kontroli działań rządzących i umożliwiać pociąganie ich do odpowiedzialności za niewłaściwe i nadużywane decyzje.

Kontrola stanu zdrowia nie tylko wskazuje nam czy nie stajemy się zagrożeniem dla zdrowia innych ludzi, ale również uświadamia nam, co przyczynia się do jego pogorszenia. W sytuacji braku zaufania do rządzących, uzyskanie dostępu do wiarygodnych statystyk dotyczących transmisji koronowirusa i przeanalizowanie ich, dałoby możliwość weryfikacji prawidłowości podejmowanych działań wobec epidemii i sposobów jej zwalczania.

Technologia nadzoru jest bronią obosieczną może być wykorzystana nie tylko przez rządy do monitorowania osób fizycznych – ale także przez osoby fizyczne do monitorowania rządów.

Pandemia koronawirusa jest zatem również testem postaw obywatelskich i zaufania do danych naukowych oraz wiedzy uznanych ekspertów epidemiologii, wobec teorii spiskowych i pokus instrumentalnego jej wykorzystania przez niektórych polityków. Jeśli nie dokonamy właściwego wyboru, możemy znaleźć się w gronie negujących nasze najcenniejsze obywatelskie i osobiste wartości w przekonaniu że jest to jedyny sposób na ochronę naszego życia i zdrowia.

Globalizacja
Drugim ważnym wyborem, przed którym stoimy, jest nacjonalistyczny izolacjonizm, wobec globalnej solidarności.

Kryzys koronawirusowy uwypuklił wady rozległej integracji międzynarodowej. Firmy nagle zdały sobie sprawę z ryzyka polegania na złożonych globalnych łańcuchach dostaw specyficznych nie tylko dla Chin jako całości, ale dla konkretnych miejsc, takich jak Wuhan – epicentrum pandemii.
Chińczycy, Włosi, Irańczycy, Koreańczycy, stali się powszechnie postrzegani jako wektory choroby.
Rządy tymczasem pospieszyły z wprowadzeniem zakazów podróżowania, wymogów wizowych i ograniczeń eksportowych. Zakaz podróżowania dla większości przybyszów z Europy, które prezydent USA Donald Trump ogłosił dość niespodziewanie dla UE w dn. 11 marca, był szczególnie szeroki, ale daleki od wyjątkowego. Wszystko to sprawiło, że gospodarki stały się bardziej zamknięte, a polityka bardziej nacjonalistyczna.
Jednak sama pandemia, jak i wynikający z niej kryzys gospodarczy wraz z nadchodzącymi jego następstwami, są problemami globalnymi i jako takie można je skutecznie rozwiązać jedynie poprzez globalną współpracę.
Zastosowane blokady krajowe spowodowały, że linie lotnicze, fabryki, sklepy i restauracje doznały olbrzymich wstrząsów gospodarczych i chociaż jeszcze do niedawna większość decydentów politycznych i inwestorów pozostawała w zasadzie zadowolona z jego potencjalnych skutków gospodarczych i nawet pod koniec lutego zakładała, że pandemia będzie miała jedynie krótki, ograniczony wpływ na Chiny, to zdają sobie obecnie sprawę, że generuje ona globalny szok, którego efektem mogą być trwałe zakłócenia gospodarcze.
Powstaje pytanie, czy pandemia może być gwoździem do trumny obecnej ery globalizacji?
Odpowiedź wydaje się być twierdząca, ponieważ generuje ona kryzys gospodarczy, który prawdopodobnie będzie miał trwały negatywny wpływ na procesy globalizacji, zwłaszcza gdy wzmacnia inne tendencje, które już wcześniej zaczęły ją osłabiać.  
Jej załamanie może zadać cios rozdrobnieniu międzynarodowych łańcuchów dostaw, zmniejszyć mobilność globalnych biznesmenów i zapewnić polityczną strawę dla nacjonalistów, którzy opowiadają się za większym protekcjonizmem i kontrolą imigracyjną.
Szczególnie zagrożone są złożone globalne łańcuchy dostaw skoncentrowane w Chinach, na których opiera się tak wiele zachodnich firm.
Bezwładność jest potężnym atutem i produkcja w Chinach ma wiele zalet, takich jak skala i wydajna logistyka. Jednak kryzys koronawirusowy może oznaczać punkt zwrotny, który skłoni wiele przedsiębiorstw do przebudowy łańcucha dostaw i inwestowania w bardziej odporne i często bardziej lokalne wzorce produkcji.
W rezultacie kryzys koronawirusowy grozi powstaniem mniej zglobalizowanego świata. Gdy pandemia i panika ustąpią ci, którzy wierzą, że otwartość na ludzi i produkty z całego świata jest ogólnie dobrą rzeczą, będą musieli przedstawić to w świeży i przekonujący sposób.

Drugą trwałą konsekwencją kryzysu koronawirusowego może być ograniczenie podróży służbowych. Guru technologii od dawna twierdzili, że aplikacje do wideokonferencji i czatu wyeliminowałyby potrzebę większości podróży służbowych i pozwoliłyby wielu ludziom na zwiększony zakres pracy zdalnej. Jednak aż do kryzysu koronawirusowego, ilość podróży służbowych nadal rosła, pozornie nieubłaganie.
Teraz, czy to z powodu zakazów rządowych, decyzji biznesowych, czy indywidualnej ostrożności, wszystkie podróże międzynarodowe – z wyjątkiem tych najważniejszych – zostały odwołane, a ci, którzy mogą pracować z domu są tam lokowani.
Dzięki temu wymuszonemu „uziemieniu” firmy odkrywają, że choć spotkania twarzą w twarz są czasami konieczne, to jednak alternatywy technologiczne są często wystarczające, a i znacznie mniej kosztowne.

Szokującym w skali europejskiej skutkiem pojawienia się koronowirusa jest to, że żaden z 26 pozostałych rządów UE – w odróżnieniu od Chin – nie odpowiedział na pilny apel Włoch o pomoc medyczną i nawet w ramach pozornie wolnego od barier jednolitego rynku Unii Europejskiej Francja i Niemcy zakazały wywozu masek do twarzy.

Koronawirus ujawnił tu tendencje nacjonalistyczne i zwiększył poziom postrzegania cudzoziemców jako „obcych”, stanowiących zagrożenie . Uwypuklił, że kraje w kryzysie nie zawsze mogą liczyć na pomoc swoich sąsiadów i bliskich sojuszników. I tak np. Indie ograniczając eksport leków ratujących życie ze swojego rozległego sektora farmaceutycznego, dostarczają amunicji tym, którzy chcą relokacji produkcji ze względów bezpieczeństwa narodowego. W szerszym ujęciu niebezpiecznie wzmacnia to wierzących w silne rządy i działania lokalne nad współpracę i jedność międzynarodową.

Prawdą jest jednak, że kryzys koronawirusowy obnażył także pustkę twierdzeń nacjonalistów, że ich antyimigracyjna i protekcjonistyczna polityka uczynić może ludzi bezpieczniejszymi. Mimo że nacjonalistyczna koalicja, która rządzi rządem prowincji Lombardii, jest kierowana przez skrajnie prawicową partię Matteo Salviniego, nie udało się jej uchronić regionu przed koronawirusem. Również Trump nie był w stanie zapobiec dotarciu koronawirusa do Stanów Zjednoczonych pomimo pragnienia izolacji od Chin.

Każdy kryzys jest również szansą. Musimy mieć nadzieję, że obecna epidemia pomoże ludzkości uświadomić sobie poważne niebezpieczeństwa, jakie stwarza globalny brak jedności.
Ludzkość musi dokonać wyboru. Czy pójdziemy drogą braku jedności, czy też przyjmiemy ścieżkę globalnej solidarności? Jeśli wybierzemy brak jedności, nie tylko przedłuży to kryzys, ale prawdopodobnie doprowadzi do jeszcze poważniejszych katastrof w przyszłości. Jeśli wybierzemy globalną solidarność, będzie to zwycięstwo nie tylko nad koronawirusem, ale także nad wszystkimi przyszłymi epidemiami i kryzysami, które mogą zagrozić ludzkości w XXI wieku.

***

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *