Menu Close

Jak Dolina Krzemowa kształtuje naszą przyszłość

W Dolinie Krzemowej formuje się nowa elita, która chce określić nie tylko naszą konsumpcję, lecz także sposób w jaki żyjemy. Chcą zmienić świat, ale nie przyjmują żadnych zasad. Czy istnieje potrzeba  ograniczenia ich planów?

Travis Kalanick

Powszechnie wiadomo, że Travisowi Kalanick, założycielowi i prezesowi Uber – której  wartość wyceniana jest na 41 mld USD, tj. niewiele mniej niż największa niemiecka instytucja finansowa, Deutsche Bank –  wystarczyło pięć lat, by rozprzestrzenić się z San Francisco do ponad 260 miast w ponad 50 krajach na całym świecie. kalanickCo miesiąc dodaje kilka krajów i kilka miast do swojego portfela. Czy Uber jest dobrem? Nie  – produktem. Zasadniczo wezwanie taksówki za naciśnięciem jednego przycisku, jest obsługą której realizacja jest technicznie genialna w swej prostocie.

W wielu częściach świata Uber jest nie tylko znacznie tańsze niż taksówki w ofercie, ale również lepiej funkcjonujące. Firma twierdzi, że każdego miesiąca dołącza do nich przeszło 50.000 nowych kierowców. Fakt, że szef nie jest szczególnie miły nie powinien mieć wielkiego znaczenia. W tym przypadku wszystko nie jest jednak tak proste. Firma bowiem jest tu lustrzanym odbiciem jej założyciela: agresywna, bezwzględna i ambitna. W Portland w stanie Oregon, gdzie ma wydany zakaz działania, Kalanick mimo wszystko uruchomił usługę. Szef lokalnego biura transportu był wściekły. “Czy oni myślą, że mogą po prostu przyjść tutaj i rażąco naruszać prawo?” pytał. Nie było podobnego oporu w wielu innych miastach na całym świecie, w tym w Niemczech, gdzie Uber prostu ignorował nakazy sądowe.

Dla Kalanicka takie potyczki są małym zadrażnieniem w znacznie większej wojnie o władzę. Jego “wizja”, jak ją nazywa, przewiduje, że Uber stanie się pewnego rodzaju globalną usługą transportową, która ostatecznie pozwoli mieszkańcom miast zrezygnować z posiadania samochodów. Przewiduje przekształcenie firmy w giganta mobilności, który nie tylko będzie transportował ludzi z miejsca na miejsce, ale i towary po najniższej dostępnej cenie i to tylko na pstryknięcie przycisku w smartfonie. Rozwiązanie idealne dla pojazdów bez kierowców.

Uber nie jest jedyną firmą z ambicjami przejęcia świata. Myśli się o tym m.in. również w : Google i Facebook’u, Apple i Airbnb – gigantach cyfrowych wraz z niezliczonymi mniejszymi firmami powstałymi w wyniku ich ekspansji. Ich celem nie jest rynek niszowy; to cały świat. Daleko mu jednak do napędzanych urojeniami fantazji, tu cele są bardzo realistyczne i możliwe do realizacji dzięki unikalnemu w historii gospodarczej koktajlowi globalizacji z cyfryzacją.

Postęp technologiczny ostatniego dziesięciolecia zapiera dech w piersiach, ale prawdopodobnie jest to ciągle jeszcze dopiero początek. Rozwój nowych technologii, nie jest liniowy, a raczej wykładniczy i przychodzi w coraz krótszym czasie. To jest jak gigantyczna lawina, zaczynająca się malutką śnieżką na szczycie góry. iPhone pojawił się zaledwie siedem lat temu, ale większość z nas już nie bardzo pamięta, jak wyglądał wcześniej  świat. Samochody bez kierowców uznawane były za fantazję jeszcze nie tak dawno temu, dziś nikt nie jest tą wizją szczególnie zaskoczony. Cała światowa wiedza skondensowana w cyfrowej mapie i łatwo dostępna? Dziś to normalne.

Algorytmy w USA kontrolują np. ok 70 procent całego obrotu na giełdzie. Szaleństwo?  Ale to szaleństwo jest już normalne! Dziesiątki firm próbuje obecnie zbadać możliwość wykorzystania dronów do użytku komercyjnego, czy to do dostaw, czy zbierania danych, czy też innych celów. Armie inżynierów szukają świętego Graala – sztucznej inteligencji. Postęp nadchodzi. Maszyny, które mogą się uczyć, inteligentne roboty – rozpoczęliśmy właśnie wyprzedzanie science-fiction.

Występujące obecnie zjawisko pojmowane jest źle – przede wszystkim przez polityków. Wydaje się, że jeszcze nie zdecydowali, czy zanurkować i stworzyć użyteczne ramy polityki przyszłości,  czy stać z boku i obserwować jak inni tworzą rewolucję światową. To z czym mamy bowiem do czynienia jest nie tylko triumfem określonej technologii i  nie jest też to tylko zjawisko ekonomiczne. To nie jest temat “Internet” lub “sieci społeczne”, nie jest to też temat służb  wywiadowczych i Edwarda  Snowden’a czy odpowiedź na pytanie, co Google robi z naszymi danymi. To nie jest o ogromnej liczbie gazet, które będą bankrutowały ani o pracy zastępowanej przez oprogramowanie. Tu nie chodzi o usługi przesyłania wiadomości  warte 19 mld € (21,1 mld dolarów) lub fakt, że 20-latkowie tworzą całe nowe gałęzie przemysłu. Jesteśmy świadkami  co najmniej transformacji społecznej, której ostatecznie nikt nie będzie w stanie uniknąć.

Jest to rodzaj zmiany, którą można porównać tylko z XIX wieczną industrializacją, lecz tym razem dzieje się to znacznie szybciej.

Podobnie jak zmiana pracy ręcznej na masową produkcję radykalnie zmieniła nasze społeczeństwo ponad 100 lat temu, tak rewolucja cyfrowa to nie tylko zmiana specyficznych sektorów gospodarki –  to zmiana naszego sposobu myślenia i życia. Tym razem jednak, transformacja jest inna. Tym razem jest ona napędzana przez zaledwie kilkaset osób. Nie ma oczywiście nic nowego w istnieniu potężnych elit.

Rzeczywiście, bogaci fabrykanci i baronowie ropy naftowej zdominowali XIX w. Później byli bankierzy i zarządzających funduszami, którzy czuli powołanie do kontroli przeznaczenia świata  – grupa, która określała się “panami wszechświata”. Ale ich era też powoli sięga kresu.

Nowe elity globalne nie są już oparte na Wall Street. Przeciwnie, mają swoje siedziby w Dolinie Krzemowej. To tutaj zaczął się przemysł układów scalonych i rozpoczęła się era komputera – i to jest miejsce gdzie znajdują się liderzy obecnej rewolucji cyfrowej.  

Są tu założyciele i prezesi takich korporacji jak Sergey Brin z Google, Tim Cook z Apple i Mark Zuckerberg z Facebooka. Są też nowi przybysze jak Travis Kalanick z Uber i Joe Gebbia z Airbnb. Są prywatnymi inwestorami, którzy pompują  miliardy w spółki technologiczne, obsługiwane przez armię programistów, informatyków i inżynierów, dążących do ciągłego unowocześniania i  zastępowania starej koncepcji  nowym produktem.

Nowi “panowie wszechświata”, różnią się fundamentalnie od swoich poprzedników: Ich głównym celem nie są pieniądze, nie chcą ustalania rodzaju naszej konsumpcji , ale tego jak konsumujemy  i jak żyjemy. Nie są zainteresowani tylko jednym ekonomicznym sektorem  gospodarki,  lecz wszystkimi  jej aspektami. Ich działanie nie wynika z podporządkowania się przypadkowej przyszłości,  lecz mają jasną  ideologię i sprecyzowany plan działania. Jest  to ideologia, która czyni ich wyjątkowymi.

Religia Wall Street to pieniądz. Religia Doliny Krzemowej sięga znacznie głębiej. Jej sednem jest wiara w posłannictwo. Wiara utrzymująca, że technologia może zmienić ludzkość.  Ludzie z doliny, którzy mają nadzieję przekształcić świat zasadniczo uważają, że ich rozwiązania high-tech będą tworzyć lepszą przyszłość dla całej ludzkości. Nie są zainteresowani ingerencją z zewnątrz.

Elita Doliny Krzemowej ma niewielkie zainteresowanie polityką i uważa uregulowania prawne za coś więcej niż tylko przeszkodę, bardziej jako anachronizm. Ich przesłaniem wydaje się być teza: Jeśli wartości społeczne, takie jak prywatność czy ochrona danych stanąć mają na drodze postępu, to po prostu musimy opracować nowe wartości.

Korzenie ich krucjaty technologicznej umiejscowione są  w kontrkulturze lat 60-dziesiątych, epoce, którą tworzył m.in. współzałożyciel firmy Apple Steve Jobs.  Ale ich światopogląd wynika z tradycji radykalnych myślicieli jak Noam Chomsky, Ayn Rand i Friedrich Hayek. Rezultatem jest wyjątkowa filozofia polityczna, która łączy w sobie wrażliwość hippie z ezoterycznym hardcorem  kapitalizmu. Elity Silicon Valley nie są powściągliwe w swoich planach. Oni otwarcie przyznają, że chcą kształtować świat zgodnie ze swoją wizją. Są przekonani, że zmiany jakie już widzieliśmy w ostatnich latach są początkiem aktu otwarcia. Czy są skazani na sukces?  Czy próba zablokowania Uber jest tak głupia, jak próba zachowania pojazdów konnych sto lat temu? Czy nadszedł czas, by uchwalić przepisy, zanim świat wpadnie w ręce monopolu cyfrowego? A może po prostu powinniśmy z wdzięcznością przyjąć zaawansowane technologicznie rozwiązania, które czynią nasze życie łatwiejszym? Czy powinniśmy obawiać się technologicznej  przyszłości  czy też powinniśmy tęsknić za nią, jako drogą do większego dobrobytu?

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Dolina Krzemowa jest męskim światem, w którym prezes Yahoo, Marissa Mayer jest wyjątkiem, a niektóre startup’y  nie zatrudniają generalnie kobiet i trudniejszy dla nich jest dostęp do finansowania. Jedno jest pewne: W najbliższych latach będziemy mieć globalną debatę na temat tego, jak mają wyglądać ramy przyszłości cyfrowej.  Ci, którzy chcą brać udział w kształtowaniu przyszłości muszą zrozumieć, w jaki sposób liderzy Silicon Valley postrzegają świat i czego chcą. Cztery wizje wybitnych ekspertów, bohaterów elity technologicznej otwierają okna do tego świata.

 Ray Kurzweil: Prorok

Raymond_Kurzweil_Fantastic_VoyageRay Kurzweil jest powszechnie uznawany za geniusza. Jest dyrektorem ds.  inżynierii w Google, posiada 19 honorowych tytułów doktora, jest konstruktorem skanera płaskiego,  pierwszego syntezatora tekstu na mowę  i posiada kilkadziesiąt dodatkowych patentów. Kurzweil poświęcił swoje życie myśleniu o technologii, a nie tak dawno doszedł do następującego wniosku:  W 2029, komputery będą w stanie zrobić wszystko to co potrafią ludzie, tylko znacznie lepiej. Kurzweil ma 67 lat, ale jest tak ruchliwy i energiczny, jak 35-latek. Smukły, o delikatnych włosach w okularach kątowych. Wyglądem przypomina nieco  Woody’ego Allena.

Każdego dnia, Kurzweil połyka ponoć 150 pigułek  – witaminy, minerały i enzymy – i wstrzykuje sobie dodatkowe  suplementy. Jego celem jest żyć na tyle długo, by dzięki postępowi technologicznemu było  możliwym przedłużenie ludzkiego życia w nieskończoność. Jest przekonany, że nie jest to odległa przyszłość. Skądinąd wiadomo wszystkim, że Google i kilkanaście innych firm pracują nad powstrzymaniem procesu starzenia oraz znalezieniem lekarstwa na raka.

Radykalna wiara w postęp technologiczny jest kluczowym elementem myślenia Doliny Krzemowej, od kiedy inżynierowie zaczęli tutaj 50 lat temu wytwarzać  pierwsze  mikroprocesory i od kiedy Steve Jobs i Steve Wozniak zmontowali pierwszy komputer firmy Apple w swoim garażu. Dziesięć lat temu, Kurzweil scementował  i zawęził ten  technologiczny optymizm do jednego terminu: Singularity (Osobliwość). Słowo to opisuje moment w przyszłości, kiedy ludzie i maszyny staną się podobni do tego stopnia, że ludzkość wkroczy na wyższy poziom cywilizacji. Jest to swego rodzaju reakcja łańcuchowa, wywołana przez przyspieszającą  technologię, która nagle czyni wszystko co tylko możliwe, w zakresie który do tej pory istniał tylko w powieściach science-fiction: inteligentne maszyny, rozszerzone zakresy życia i trójwymiarowe hologramy. Opisuje to wszystko jako rodzaj cyfrowego Wielkiego Wybuchu, po którym świat nie tylko się zmieni, lecz będzie zupełnie innym miejscem.

“Tempo zmian technologicznych będzie tak szybkie, a jego wpływ tak głęboki, że życie ludzkie będzie nieodwracalne przekształcone” pisze Kurzweil w swojej książce “The Singularity Is Near: When Humans Transcend Biology” (Osobliwość jest blisko: Kiedy istoty ludzkie przekroczą granice biologiczne)”. Być może brzmi to jak fantazja,  ale w Dolinie Krzemowej, prawie każdy wierzy w nią w takiej czy innej formie, nawet najbardziej trzeźwi  naukowcy czy najbardziej zaangażowani przedsiębiorcy. Jest to część niewidzialnego manifestu , który wyznają tu wszyscy: wiara w nieograniczone możliwości technologii,  przekonanie, że jesteśmy na ścieżce charakteryzującej się coraz większą liczbą przełomowych odkryć, które są coraz częstsze i bardziej znaczące. “Osobliwość” daje wiarę w niezbędną strukturę.

Prowadzenie ludzkości ku lepszej przyszłość jest celem i optymizm technologiczny staje tu realizacją fantazji. Kurzweil prognozował przyszłość technologii na pewien odcinek czasowy i często – choć nie zawsze – miał rację. W 1990 roku, na przykład, przepowiedział, że komputery będą w stanie pokonać człowieka w szachy w ciągu ośmiu lat. Stało się to w 1997 roku. Twierdził też jeszcze w czasie, gdy zaledwie kilkuset akademików miało  dostęp do sieci, że Internet zmieni świat. Mówił również o “cybernetycznych kierowcach ” , którzy byliby w stanie prowadzić samochód – przewidywania, które okazały się rzeczywistością. Kurzweil często śmiał się ze swoich pomysłów i tak jest do dzisiaj, nawet jeśli nie jest to śmiech tak głośny, jak był kiedyś. “Moje pomysły nie są już radykalne”, mówi cichym głosem. Kurzweil nie jest misjonarzem lub płonącym prorokiem. Raczej po prostu wzrusza ramionami, jakby chciał powiedzieć: To wspaniałe, że coraz więcej ludzi dzieli moje spojrzenie na świat. Pomysł osobliwości wydaje się być coraz mniej szalony wraz z postępami digitalizacji. Moc komputerów i  możliwości maszyn dramatycznie rosną. Z jednej strony rozwój ten jest wytworem prawa Moore’a, które utrzymuje, że moc chipów komputerowych podwaja się mniej więcej co dwa lata. Procesor z 2014 roku, np. jest 32 miliony razy tak potężny jak pierwszy Intela z 1971 r. Z drugiej strony, szybsze i lepsze komputery są tylko warunkiem  wielu dodatkowych technologii, które obecnie wybuchają: sieci, roboty medyczne , inżynieria materiałowa, bio- i nano-technologie, by wymienić tylko kilka. Wszystko to wzajemnie wpływa na siebie, ale wyniki nie są jeszcze do końca jasne. Bo jakie np. znaczenie ma dla medycyny fakt, że ludzki genom można sekwencjonować w ciągu zaledwie kilku godzin za mniej niż 1000 dolarów? Ze względu na szeroki zasięg i głębię, zjawisko tych zmian jest trudne do zrozumienia.

Psychologowie i socjologowie twierdzą, że jest ku temu przyczyna: W ciągu ostatnich 100 000 lat, zmiany pojawiały się liniowo i lokalnie. Teraz nagle, cywilizacja rozwija się wykładniczo w wymiarze światowym. Kurzweil wyjaśnia to na poniższym przykładzie: Jeśli robisz 30 kroków w wymiarze liniowym, to przemieszczasz się 30 metrów. Jeśli robisz 30 kroków wykładniczo, to przemieszczasz  się miliardy metrów.

Nie jest to łatwa do pojęcia koncepcja i nawet  liderzy przemian cyfrowych w Dolinie Krzemowej, mają z tym problemy. Jeśli mówisz do ekspertów komputerowych i inżynierów z high-tech gigantów, ich twarze są często pokryte uśmiechem, euforią, ale są także zaskoczeni szalonym tempem postępu.

Minęło mniej więcej 20 lat, od stworzenia pierwszego przenośnego komputera nadającego się dla szerszego rynku i wprowadzenia iPhone. Teraz  smartfony są udoskonalane w coraz mniejszych odstępach czasowych. W ciągu następnych 25 lat twierdzą technicy z Doliny, nie trzeba będzie nosić urządzeń w ogóle. Zostaną one zastąpione przez komputery molekularne i czujniki biometryczne, które będą wplecione w otaczający nas świat.

Sześć lat temu, Kurzweil wraz z kilkoma partnerami i kapitałem  początkowym Google założył Singularity University. Celem instytucji jest uwolnienie menedżerów i przedsiębiorców od balastu liniowego myślenia. Ostatecznym celem trwającego kilka miesięcy kursu jest stworzenie firmy, która sięgnie miliarda ludzi w ciągu 10 lat. Zasadniczym pytaniem, które stawiane jest wszystkim studentom SU brzmi: Co mogę zrobić, by wpłynęło to na całą ludzkość? Peter Diamandis jest przewodniczącym Singularity University – lekarz i naukowiec rakietowy. “Dawniej trzeba było być Coca-Colą, by dotrzeć do miliarda ludzi w Afryce,” mówi. “Ale wkrótce, miliard ludzi na tym kontynencie będzie miał telefon komórkowy.  To jest filozofia digitalizacji: Każdy, kto jest w sieci jest potencjalnym klientem i konsumentem, ale także stać się może potencjalnym wyznawcą wiary w lepszy świat”. “W ciągu najbliższych lat, miliardy osób będą online,”  twierdzi Diamandis  “To, co one kupują i co wymyślają, zmieni świat. W ciągu najbliższych 10 lat, 40 procent z 500 największych dzisiaj firm nie będzie odgrywać żadnej roli.”

Sebastian Thrun: Inżynier

sebastian_thrunW ostatnich latach, Google opracowała kilka projektów, które stały się symbolem szans i zagrożeń związanych z nowym science fiction świata bardziej niż jakakolwiek inna firma na świecie. To automatycznie kierowany samochód, cyfrowe okulary Google Glass, a nawet soczewki kontaktowe, mierzące poziom cukru we krwi. Wszystkie te wynalazki pochodzą z jednego laboratorium badawczego o nazwie Google X, którego twórcą jest niemiecki naukowiec komputerowy Sebastian Thrun. 

Urodził się w Solingen i studiował na Uniwersytecie w Bonn. Jest powiernikiem głowy Google, Larry Page’a. “Osobliwości jest już tutaj”, mówi. “To nie jest zjawisko , które zdarzy się we wtorek o godzinie 09:40 rano. Jest to proces i to ma miejsce w tej chwili.” Thrun nie wierzy, że maszyny całkowicie zastąpią we wszystkim ludzi, ale myśli , że tylu pracowników będzie zbędnych i zwolnionych z pracy, że nadszedł czas, by zacząć myśleć o tym, jak uczyć się, pracować, a nawet organizować władzę w przyszłości. “Jedna osoba w odpowiednim systemie jest dzisiaj tak skuteczną jak 100 osób  jeszcze krótki czas temu,” mówi. Jest zaniepokojony jednak  tym, co może to oznaczać dla rynku pracy. Coraz większa liczba miejsc pracy zostanie zastąpiona  przez oprogramowanie, w procesie, który jest nieodwracalny.

Thrun już od wczesnej młodości był zainteresowany działaniem mózgu i ludzkiej inteligencji co w końcu doprowadziło go do specjalizacji w robotyce. “Ludzie próbujący rozwinąć inteligencję w robotach mają ogromną ilość szacunku dla wielkości ludzkiej inteligencji,” mówi. Stanford University mianował go dyrektorem Laboratorium Sztucznej Inteligencji.  Stał się kimś w rodzaju wyroczni w Dolinie Krzemowej, przykładem dla  wszystkich konstruktorów i programistów, którzy pracują gdzieś w garażach i marzą o maszynach, które są bardziej inteligentne niż te, które mamy dzisiaj.

Czterdziestosiedmioletni  Thrun zbudował prawdopodobnie najlepszego robota na świecie: automatyczny – bez kierowcy  samochód Google, który jest w stanie manewrować  w intensywnym  ruchu miejskim w sposób, który sprawia, że ​​jest nie do odróżnienia od samochodów kierowanych przez człowieka. Obecnie Thrun spędza większość swojego czasu we własnej  firmie, a nie w Google czy na Stanford. Zebrał 120 osób w nadziei  że zrewolucjonizują edukację. Jego firma nazywa się „Udacity” i oferuje dużą liczbę internetowych programów edukacyjnych i certyfikatów w tzw. „Massive Open Online Courses”. Dlaczego właśnie edukacja, pole, które wydaje się mieć mało wspólnego z robotyką i technologią? “Chciałbym zmienić społeczeństwo i zadałem sobie pytanie, jak mogę zmaksymalizować pozytywny wpływ na świat”

Dawno temu, Thrun ułożył  listę 20 obszarów, w których może zmienić nasze życie. Teraz, spogląda na tę listę i myśli co należy jeszcze wynaleźć by urzeczywistnić każdą z jej pozycji. Na samym szczycie listy znajdowało się pragnienie poprawienia bezpieczeństwa ruchu drogowego. “Każdego roku,” mówi, “1,2 mln osób traci życie z powodu błędu kierowcy.” Poprzez stworzenie samochodu bez kierowcy zrealizowany został jeden punkt z tej listy, pozostało jeszcze  19. Inną drogą prowadzącą w kierunku szczytu jest edukacja. Postęp technologiczny jest jednym z motorów wzrostu nierówności na świecie i Thrun jest przekonany, że społeczeństwo musi przyjąć koncepcję uczenia się przez całe życie.  Niedrogą i dostępną dla wszystkich. Edukacja jest sektorem powolnym i trudny do reformy, ale jest dokładnie tym, co motywuje Thrun’a do działania. “Im więcej  oporu, tym lepiej”, mówi. Uwielbiam robić rzeczy, o których ludzie twierdzą że są niemożliwe do realizacji. W ostatecznym rozrachunku formuła Silicon Valley jest bardzo prosta: Każdy tutaj chce zmienić świat technologii i nie obawia się niepowodzenia lub, że robi coś złego. Thrun jest przekonany, że świat byłby o wiele dalej, jeśli ten sposób myślenia byłby powszechny. Sądzi, że jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do Niemiec, kraju, o którym  mówi, że ma największą ilość niewykorzystanego potencjału.

Na początku ubiegłego roku, Thrun został zaproszony do wystąpienia na kolacji z prezydentem Niemiec, Joachimem Gauck, gdzie przedstawiał swoją wizję świata i wizje przyszłości . Na przykładzie Google Glass prezentował sztuczną inteligencję wspomagającą funkcjonowanie mózgu. Po kolacji w rezydencji prezydenta w Berlinie, Gauck podszedł  do niego i powiedział: „Pan Thrun, pan sprawia, że się boję” Thrun stwierdzić miał, że rozumie jego punkt widzenia i tło historyczne, ale chce debaty która skoncentruje się na możliwościach nie zaś na lękach  – ponieważ

postęp technologiczny, jego zdaniem, nie może być zatrzymany. To nie jest pesymiści, ale optymiści, zmieniają świat.

A konsekwencją jest to, że osoby takie będą również gromadzić więcej bogactwa i władzy. Wszystko to jest więc kwestia nastawienia? Oczywiście, twierdzi  Thrun i uważa że jest to również do nauczenia. Najlepszym miejscem gdzie można się tego dowiedzieć jest Dolina Krzemowa. “Mamy tutaj grupę wielkich myślicieli zdolnych do refleksji nad podstawowymi zasadami. Kto powiedział, że nie możemy żyć 1000 lat lub, że samochody nie mogą latać?” Thrun wie, jak brzmią takie myśli i mówi, że ludzie w dolinie są jednocześnie zarówno aroganccy jak i skromni. Aroganccy, ponieważ mówią,  że możemy zmienić świat, a skromni  bo przyznają, że nie bardzo wiedzą jak, ale po prostu trzeba próbować i próbować.

Google X zebrał niedawno grupę, której zadaniem jest pokonać raka – pozornie beznadziejne zadanie. Ale w pewnym momencie, naukowcy Google doszli do wniosku i uświadomili sobie, że wszystko co należy zrobić, to rozpoznać raka w bardzo wczesnym stadium, kiedy jest o wiele łatwiej usunąć go chirurgicznie. Więc teraz

prowadzone są już eksperymenty z pierwszymi systemami diagnostycznymi, takimi  jak kamery pod prysznicem, które prowadzą codzienny skaning pod kątem raka skóry lub nanocząstki  we krwi, które mogą wykryć komórki nowotworowe.

“Nie wierzę w plany precyzyjnych prognoz dotyczących rozwoju czegoś” mówi  Thrun “Wierzę w ambitne cele, w misję”. Ma nadzieję, że „Udacity”, jego firma edukacyjna pewnego dnia osiągnie  poziom 1000 absolwentów dziennie . “Nie wiem, kiedy to osiągniemy i jak mamy to osiągnąć, ale próbować trzeba i trzeba pracować tak ciężko i tak szybko, jak to możliwe każdego dnia.”

Thrun uważa, że ​​tylko te firmy, które są stale w ruchu i nigdy nie przestają eksperymentować w końcu wygrywają. Ci, którzy należą do starego modelu biznesowego skazani są na upadek. W tej wizji świata, zarówno polityka jak i politycy są jej wielkimi wrogami, ponieważ spowalniają postęp.

Tworzone zasady cementują  istniejące struktury i staramy się je obejść – twierdzi Thrun. Uber, jest najlepszym przykładem, trudności jest dla nowych pomysłów. Na szczęście Kalanick poszedł  bardzo szybko. Gdyby poszedł tylko nieco wolniej, nie miałby szans, bo łamie wszystkie prawa.  Na pytanie czy zna Kalanick’a,  Thrun odpowiada że “oczywiście”. Wszyscy dobrze się znają. Bez względu na to, czy konkurują ze sobą czy ich sektory działalności nie mają nic wspólnego z sobą. Wiodący myśliciele Doliny  Krzemowej są  ściśle z sobą połączeni w sieci, zjednoczeni w światopoglądzie, w jego rozwijaniu i promocji.

Politycy nie są postrzegani jako konkurencja  dla wizji przyszłego świata Thruna. Nieustannie tworzą nowe prawa, lecz są zbyt wolni w reakcji na postęp technologiczny, a ich przepisy już w chwili powstania mają olbrzymie luki lub nie mają sensu.

Innowatorzy z Doliny są mądrzejsi i szybsi od decydentów. “Wszystko tworzone jest w sferze globalnej, lecz przepisy są niestety lokalne,” – twierdzi Thrun  “a to nie jest  właściwe i nie przystaje do tempa postępu technologicznego”. Czy państwo i jego administracja jest również systemem, który chcieliby stworzyć na nowo? “Oczywiście” zgadza się Thrun. Pewnego dnia będziemy musieli  usiąść i pomyśleć o tym, w jaki sposób rządy mogą być bardziej wydajne i bardziej demokratyczna.

Peter Thiel: Ideolog

Thiel1_opt W krajobrazie politycznym Stanów Zjednoczonych, libertarianie są zjawiskiem dość dziwnym, a wielu z nich zmierza w kierunku zagorzałej prawicy, jak Ron Paul, były kandydat na prezydenta, który kiedyś chciał się pozbyć Rezerwy Federalnej. 

Peter Thiel uważa że libertarianizm jest bardzo silny w Dolinie Krzemowej. Można też powiedzieć, że jest to dominująca filozofia polityczna i Thiel jest jego najbardziej znanym przedstawicielem.

Jest on centralną postacią w świecie cyfrowym – inteligentny i kontrowersyjny, lider myśli i główny ideolog, wyjątkowa osoba, w tej małej wiodącej grupie miliarderów, technologicznych gigantów. Pod koniec 1990, Thiel pomógł finansować  PayPal, usługę płatności  online, synonimu jednego z kilku sukcesów Nowej Gospodarki. Uczyniło go to po raz pierwszy bogatym. Kontynuował tę działalność poprzez założenie firmy inwestycyjnej, dokonującej inwestycji, będących w sprzeczności z konwencjonalną mądrością. Pieniądze zaczęły płynąć  ponownie  czyniąc go coraz bogatszym. Później Thiel stał się pierwszą osobą inwestującą 0,5 mld USD w dopiero co stworzoną firmę Marka Zuckerberga, Facebook w zamian za 10 procent udziałów. To uczyniło go bogatym po raz trzeci. Obecnie inwestuje setki milionów dolarów w nowe i młode firmy  i stał się jednym z najbardziej wpływowych przedsiębiorców kapitałowych w Krzemowej Dolinie, cenionym zarówno za pieniądze jak i doradztwo.

Temat polityki nie należy do Thiela codziennych zajęć i nie jest nim szczególnie zainteresowany.  Jak wielu innych w Dolinie, nie chce mieć nic do czynienia z Waszyngtonem i Brukselą.

W rzeczywistości, elity technologiczne stworzyły światopogląd – filozofię polityczną, która odpowiada ich celom. A celem jest stworzenie dobrobytu i zadowolenia w drodze jak największej ilości autonomii i przy najmniejszym możliwym udziale rządów.

Thiel utrzymuje, że wszelka władza powinna być postrzegana sceptycznie. Rzeczywiście, nie ma miejsca w tym świecie dla przepisów lub wytycznych rządowych. Kilka lat temu,

Thiel założył fundację, która każdego roku dostarcza 100.000 dolarów do 20 osób poniżej 20 roku życia, by przerwali studia i założyli własne firmy. Stypendium nadawane jest  z zastrzeżeniem, że porzucają szkołę na co najmniej dwa lata. Thiel uważa państwową edukację za rozdętą i rozdmuchaną będącą przeszkodą dla postępu – wierzy, że ludzie z dobrymi pomysłami powinni je realizować nie czekając na instrukcje jak mają to robić.

W 2009 roku, Thiel opublikował esej o nazwie “Edukacja libertariańska”. W nim, pisze: “Jesteśmy w śmiertelnym wyścigu między polityką i technologią. Los naszego świata może zależeć od wysiłku pojedynczej  osoby, która buduje i propaguje maszynerię wolności i sprawia, że ​​świat robi się bezpieczny dla kapitalizmu”.

Thiel pochodzi z Niemiec. Urodził się niedaleko Frankfurtu, ale wyjechał z kraju w wieku jednego roku. Jego ojciec, inżynier chemik, woził rodzinę ze sobą po całym świecie, w tym do RPA i Namibii, nim ostatecznie osiadł na przedmieściach San Francisco. Jako chłopiec, Thiel okazał się geniuszem szachów, zajmując siódmą pozycję w konkursie krajowym. Wielokrotnie czytał  “Władcę Pierścieni”, a  nazwy jego funduszy inwestycyjnych nadal noszą nazwiska figur i miejsc z jego ulubionej książki z dzieciństwa. Siedziba Thiel Capital znajduje się w San Francisco Presidio, zabytkowej dawnej bazie wojskowej pierwotnie wzniesionej przez Hiszpanów. Urzędy są otoczone drzewami eukaliptusa i palmami. W holu, stoi tam posąg Dartha Vadera, ponieważ producent “Star Wars” Lucasfilm również posiada biura w tym budynku. Na wyższych piętrach roztacza się widok na most Golden Gate i Alcatraz. Wprawdzie inne biura w Dolinie Krzemowej wydają się być modne i młodzieńcze, ale Thiel ma smak bardziej ekskluzywny i elegancki. Jego siedziba przypomina dużą kancelarię z New Yorku, z orchideami, biblioteką i dyzajnerskimi  meblami. Sam Thiel ubiera się jakby od niechcenia, ma na sobie szary T-shirt  i drogie trampki. Rzadko nosi garnitur, twierdząc, że bogato ubrani przedsiębiorcy są tylko eleganckimi handlarzami próbującymi  ukryć słabość ich produktu. Mówi stonowanym językiem, lecz nie zawsze w eleganckim stylu. Wypowiada się niepewnie, czasem z przerwami, by kontemplować je przez 30 sekund lub dłużej przed udzieleniem odpowiedzi. Odsuwa na bok wszystko co uważa za nudne.

Thiel twierdzi, że nie rozumie, dlaczego świat skoncentrował się dzisiaj wyłącznie na Internecie. Smartfony i sieci społeczne, są cacy, ale myślenie stało się zbyt wąskie.  Zastanawia się, co stało się z wielkimi marzeniami z lat 50 i 60-dziesiątych, kiedy nasze cele były definiowane pomysłami typu “podwodne miasta” czy “transport naddźwiękowy”. Uważa, że musimy znaleźć drogę powrotu do znacznie bardziej fundamentalnych wizji  i że powinno być to dążenie do przyszłości radykalnych przełomów, takich jak czysta energia czy pustynie, które mogą być przekształcone w żyzne krajobrazy.  W umyśle Thiel’a jest jasny powód dla którego komputery i oprogramowanie – czyli „świat bitów”, jak lubi go nazywać – dokonały takiego wielkiego skoku: one zostały w dużej mierze oszczędzone przez wszechobecne zasady. Stoi to w wyraźnym kontraście do “świata atomów”, który obejmuje m.in. takie rzeczy jak medycyna i transport, z których oba są silnie uregulowane. Dlatego tak trudno o postęp w tych obszarach, mówi.

Problemy te są jednym z głównych powodów, że libertarianizm przyciąga tak wielu zwolenników. Są też powodem, że prawie wszyscy z gigantów technologicznych odbywają co roku pielgrzymkę na pustynię  Nevada by uczestniczyć w  Burning Man, festiwalu sztuki anarchistycznej. Społecznie, impreza jest za darmo i dla wszystkich, a Larry Page z Google twierdzi, że może służyć jako model tworzenia środowiska technologii, gdzie ludzie mogą próbować nowych rzeczy, bez ograniczających ich zasad. Istnieją plany ekstremalnych biur  na statkach wycieczkowych pływających po wodach międzynarodowych, a nawet plany stworzenia całych pływających miast na sztucznych wyspach, które służyłyby społeczeństwom technologicznym. Sam Thiel przekazał pół miliona dolarów na utworzenie Instytutu Seasteading, który jest przeznaczony  do tworzenia tych eksperymentalnych społeczności oceanicznych.

Wszystko to wpisuje się w nurt, niedoceniany w  Silicon Valley, a który kształtuje ją bardziej niż cokolwiek innego: kontrkultura  z lat 60-dziesiątych i głęboko zakorzenione korzenie ruchu hippie w  San Francisco. Steve Jobs żył przez krótki czas w komunie, a  współzałożyciel firmy Apple Steve Wozniak niedawno kolejny raz powtórzył w telewizyjnym wywiadzie coś co już kiedyś powiedział:. “Kontrkultura oznacza dla mnie to, że  chciałem być częścią tej rewolucji.  Komputery wówczas były wyłączną domeną bogatych i chciałem odebrać im je.” W ciągu ostatnich 20 lat ukształtowała się z tej dziwnej mieszaniny Utopii New Age, ultra-kapitalizmu i odwiecznego amerykańskiego ideału indywidualnego samookreślenia, ideologia. Ma ona nawet swoją nazwę: “Ideologia Kalifornijska” Terminu tego użyło dwóch brytyjskich teoretyków mediów w eseju opublikowanym w połowie lat 90-tych podczas próby zbadania ogniwa łączącego wolnego ducha ruchu hippisów z zapałem  przedsiębiorczości  yuppies”. Esej który był zamierzony jako krytyka kulturowa został włączony przez Dolinę Krzemową  jako podstawy własnej ideologii i jest symbolem roli Silicon Valley jako ruchu dla rozwoju ludzkości.

“Przez lata nie zadawaliśmy sobie odpowiednich pyta, co musi się wydarzyć, aby uczynić świat lepszym miejscem?”, uważa  Thiel . Napisał książkę, której celem jest pomoc założycielom firm znaleźć właściwe pytania . Podtytuł brzmi “Jak budować przyszłość”, a jego głównym punktem jest teza,  że monopole są dobre, nawet pożądane, bowiem monopol oznacza nowe kreatywne produkty, z których korzystają wszyscy, podczas gdy konkurencja oznacza brak zysku dla wszystkich.  Thiel wie, że monopole mają złą reputację, ale uważa , że dzieje się tak dlatego że konkurencja jest ideologią. Jego ostateczną radą dla osób zakładających firmy jest znalezienie rynku na którym mogą dominować, zbudowanie monopolu i dążenie do utrzymania go tak długo, jak to możliwe.

Joe Gebbia: Zdobywca

joe-gebbiaAirbnb jest przeciwieństwem monopolu – rzeczywiście, trudno byłoby wyobrazić sobie przedsiębiorstwo posiadające większą konkurencję. Firma podjęła się zadania zrewolucjonizowania turystyki kwestionując całe hotelarstwo. Sektor rozprzestrzenia  się po całym świecie, z tysiącami solidnych finansowo i ugruntowanych graczy. Mimo silnej konkurencji, Airbnb rozrosła się na tyle by dołączyć do panteonu nowych zdobywców cyfrowych, ze wszystkimi tego skutkami ubocznymi: stary przemysł został zachwiany, a politycy są oburzeni. Oczywiście nic to obecnie nie oznacza  tak długo jak  miliony klientów na całym świecie mówią, że jest to usługa której rzeczywiście chcą.

Airbnb oferuje zakwaterowanie w prywatnych domach – czasem tylko pokój, czasem cały dom. Popyt jest ogromny i zmienia oblicze światowej turystyki. Firma oferuje obecnie ponad 1 milion miejsc noclegowych w każdym standardzie, począwszy od domu na drzewie na Bali do piętrowego  łóżka w Saarbrücken.

Podczas Pucharu Świata, do oferty włączono nawet dom brazylijskiej gwiazdy piłki nożnej Ronaldinho włącznie z kinem domowym i parkietem do samby. Jesteśmy obecni w 190 krajach, 34.000 miast i tej nocy mamy 400 tysięcy gości. Co minutę mamy 277 rezerwacji.  Czasem nawet trudno uwierzyć w  takie cyfry. Jak mogło się to wszystko stać w ciągu zaledwie kilku lat?

Gebbia jest jednym z trzech założycieli Airbnb. Jest szczupłym mężczyzną z dyzajnerską brodą, nosi niebieską bluzę i ma pióro za uchem. Śmieje się serdecznie i mówi cicho. Firma mieści się w San Francisco w przebudowanej dawnej fabryce z bielonymi  wnętrzami, które zalane są światłem. Ściana roślin spogląda na 20-metrowej wysokości atrium, z przeszkloną windą. Brak jest kabli telefonicznych i jest bardzo niewiele komputerów stacjonarnych,( ponieważ pracownicy nie powinni być przywiązani do konkretnego biurka). Sala konferencyjna, czy “War Room” zostały zaprojektowane tak, by wyglądać jak w klasyce Hollywood “Dr Strangelove” Stanleya Kubricka. Airbnb i Uber są podobne pod wieloma względami. Są „bohaterami” gospodarki wymiany, która umożliwia ludziom  zarabianie pieniędzy na własnym majątku.

Podobnie  jak z Uber, Airbnb również znajduje się w konflikcie z niezliczonymi miastami na całym świecie, ponieważ jego model biznesowy narusza lokalne przepisy.

Podczas gdy Uber przyjął postawę konfrontacyjną w rozwiązywaniu takich konfliktów, to Airbnb generalnie szuka konsensusu – przynajmniej na razie.

W Portland, na przykład, gdzie Uber niedawno stoczył  główną bitwę z urzędnikami miejskimi, Airbnb rozpoczął wspólny projekt. W San Francisco, firma dodaje podatki do opłaty za kwatery zgodnie z żądaniami organów podatkowych. Nadal oczywiście istnieją konflikty, ale są one rozpatrywane w spokoju, a czasem nawet  w przyjazny sposób. Podobnie jak Uber, Airbnb odzwierciedla sposób myślenia jego założycieli. Nie oznacza to, że ​​firma lub jej plany rozwoju są mniej ambitne. Jeszcze jako student, Gebbia mówił, że chce pracować nad czymś naprawdę wielkim, czymś co wpłynie na miliony ludzi. Gebbia również jest zdobywcą, ale łagodniejszym.

Airbnb może nie wyśmiewa tych, którzy chcą oprzeć się jego rozwojowi, ale jego cel jest ten sam – kształtowanie świata zgodnie ze swoją wizją.

Wiedzieliśmy, że każda nowa technologia, zwłaszcza jeśli wchodzi do świata realnego, może być potencjalnie źle postrzegana, zwłaszcza przez rządy, stwierdził w magazynie New York , Brian Chesky współzałożyciel firmy.

Jeśli spojrzeć na historię  wielu technologii, to jednak począwszy od samochodów, zawsze był nadmiar przepisów, podobnych tym, że samochody nie mogą poruszać się po drogach ponieważ przeszkadzać będą koniom. Wg wizji Gebbia, Airbnb nie ograniczy się do oferty zakwaterowania dla ludzi. Firma chce, by ludzie mogli w pełni planować swą podróż poprzez zapewnienie wycieczek, wynajmu samochodów, żywności i wszystkiego co jest im potrzebne z jednego źródła całym świecie.

33-latek chce zbudować firmę, która będzie ” najbardziej twórczym miejscem.” Dla osiągnięcia tego celu potrzebny jest plan i właściwe podejście intelektualne.  Gebbia jest zwolennikiem techniki znanej jako myślenie projektowe. Jest to sposób myślenia, który spotyka się często w Dolinie Krzemowej – w Google, w Apple, a także w systemie SAP (System Application Products in Data Processing). Uniwersytet Stanforda ma nawet instytut poświęcony temu, w dużej części  finansowany przez założyciela SAP Hasso Plattner’a.

Sam termin jest mylący, ponieważ nie ma nic wspólnego z grafiką i estetyką. Projektowe myślenie jest metodologią która  w sposób zasadniczy wpływa na to jak produkty są opracowywane i jak są zbudowane. Już jako chłopiec, Gebbia marzył o życiu w Dolinie Krzemowej, w środowisku, które kreuje i realizuje  wszystkie dzikie i szalone pomysły, lecz nie chciał zostać inżynierem lub programistą. Zamiast tego studiował kreacyjne myślenie w Rhode Island School of Design. Istotą pomysłu jest to, by myśleć tak, jak może myśleć ktoś, kto  będzie korzystać z naszego produktu, wyjaśnia.

Zamiast rozpraszania się na niekończące spotkania i miesiące planowania, rozwija się pomysł natychmiast, tworzy prototyp i testuje go z konsumentami, dzięki czemu można prawie natychmiast dokonać ulepszeń. Pomysł może wydawać się prosty, ale znacznie różni się od sposobu działania większości firm, gdzie często od sześciu miesięcy do roku zajmuje doprowadzenie produktu  do obrotu.

W ciągu pierwszych miesięcy po założeniu Airbnb, trzej założyciele często spędzali noce w domach swoich pierwszych użytkowników. Weszli przez ich stronę internetową i razem z nimi testowali  opcje jakie będą potrzebne platformie noclegowej. Dostaliśmy się tak blisko nich jak to tylko możliwe. To jak wejście do głów użytkowników, stwierdził Gebbia. Airbnb postrzega się bardziej jako ruch aniżeli firmę. Jego celem jest wytyczenie szlaku ulepszonego światowego modelu gospodarczego, który będzie bardziej sprawiedliwy i bardziej wydajny niż dziś. Przyjmuje społeczno-ekonomiczną wizję modelu biznesowego. Brzmi to trochę jak fantazyjne zdobienia wystaw, iluzji używanej  by ułatwić sprzedaż , podobnie jak dodanie odpowiednich etykietek o przyjaznych dla środowiska produktach. I być może tak też to jest. Gebbia jest świadomy sceptycyzmu i wie, że patos i zysk nie idą w parze, zwłaszcza, gdy wszyscy mówią w ten sam sposób – setki firm rozpoczynających działalność i wielkich korporacji, twierdzących, że ich celem jest dążenie do lepszego świata. Czy naprawdę mamy to kupić? Jesteśmy wychowani w przekonaniu, że należy wykorzystać ten czas, aby poprawić jakość życia innych i staramy się uczynić świat lepszym miejscem, twierdzi Gebbia. Można śmiać się z tego jako naiwnego, aroganckiego urojenia. Jedynym pewnikiem jest to, co naprawdę oznacza to dla Gebbia.

Twierdzi, że nie chce być jak grupy biznesmenów, którzy stali się tak potężni na całym świecie, jak ludzie w kancelariach handlowych Goldman Sachs, Morgan Stanley i Lehman, którzy cenili tylko zyski i prawie doprowadzili świat do otchłani. Nigdy nie zainwestowałbym wielu  lat ciężkiej pracy w coś, co nie ma duszy, mówi. Poza tym, pyta, dlaczego nie może być możliwym, podbicie świata i jednocześnie sprawienie, że stanie się on trochę lepszy?

“The Circle – Krąg” a może nie?

 David EggersPrzyszłość  pokaże, czy rację mieli ludzie z Dolinie Krzemowej czy też będzie tak zła jak przewidywali krytycy z ich ostrzeżeniami i pesymizmem? Do krytyków należą ludzie pokroju  Dave’a  Eggers, powieściopisarza autora “The Circle” – (Krąg), jednej  najbardziej komentowanych książek minionego roku. Nowi “Masters of the Universe” zapewne mogą być na drodze do raju, ale to, co opisuje Eggers to czyste  piekło, zbudowane kawałek po kawałku i ułożone w kamieniu jak gigantyczne cyfrowe więzienie.

W swojej powieści, cyfrowa władza spełnia wiele ludzkich marzeń, ale także odziera ich z wolności  i wszystkiego, co sprawia, że ​​są ludźmi. Indywidualizm znika w świecie Eggers’a w “The Circle- Kręgu “. Nie liczy się. Znika dobrowolnie w totalitarnym świecie, w którym nie ma już żadnych polityków czy państw. Pozostaje za to przymus szczęścia dostarczany przez cyfrową spółkę.

Czy Eggers ma rację?

Nie chodzi o to, że ktoś brzmi alarmistycznie jak Eggers albo optymistycznie jak podobni prorokom bohaterowie Doliny. Trzeba zdać sobie sprawę jak wielka jest stawka. Chodzi o wolność jednostki, a  wolność nie jest cyfrową hiperefektywnością.

Wolność to m.in. prawo do tworzenia społeczności, prawo do robienia czegoś tylko dlatego, że jest to możliwe, prawo do bycia człowiekiem.

W tym samym czasie, kuszą nowe możliwości, bowiem przyszłość może być rzeczywiście wyborem w którym rzeczy są lepsze niż są dzisiaj. Mniejsza liczba zgonów związanych z ruchem drogowym, to przecież już jest znaczna poprawa, nie wspominając o każdym wyleczonym przypadku raka.  Ale są też zasadnicze pytania, pytania natury czysto politycznej stawiane zarówno przez cyfrowe laboratoria optymistów jak i pesymistów takich jak Eggers. Wymagają one reakcji politycznej. Dlatego jest niezwykle ważne, ażeby dialog o przyszłości prowadzono nie tylko w kategoriach technologicznych, ale i politycznych. Tylko ci, którzy mają jasne wytyczne polityczne są w miarę bezpieczni od ciągłych wahań pomiędzy histeryczną euforią, a paniką napędzaną pesymizmem.

Pewnym jest jednak, że konflikt będzie eskalować pomiędzy klasą polityczną – która sama w sobie jest często niedouczona, przeciążona i reakcyjna – a elitami Doliny Krzemowej, która nie lubią nakazywania co mają robić i wolą pisać swoje własne zasady. Jest to jednak nierówna walka zważywszy, że firmy te myślą i działają globalnie i mają tylko jeden cel: podbój jeden po drugim rynków na całym świecie.

Pozostali – politycy, realizować chcą zupełnie inne interesy: Chcą chronić ludzi przed wszechmocą spółek, ale także chronić własną gospodarkę, istniejące miejsca pracy i tworzyć nowe.  Prezydent USA Barack Obama był przyjacielem Doliny Krzemowej, a jego rozumienie ochrony danych wydaje się obroną dla firm i instytucji państwowych przed atakami internetowymi. Na szczycie cyberbezpieczeństwa na Uniwersytecie Stanforda w sercu Doliny Krzemowej, wezwał  firmy technologiczne do większego dzielenia się informacją z rządem; wniosek odrzucono, z uwagi na napięte stosunki z rządem od czasu skandalu z NSA.

Jeśli chodzi jednak o ataki z zewnątrz, firmy internetowe mogą liczyć na władzę. „Internet jest naszą własnością. Nasze firmy go stworzyły, rozszerzyły i udoskonaliły do tego stopnia, że nie ma konkurencji”, powiedział w wywiadzie dla portalu RE/Code. To jest właśnie stan rzeczy jaki prezydent chciałby ażeby pozostał i za jego prezydentury ludzie z Doliny Krzemowej nie mają powodów do obaw przed bardziej rygorystycznymi regulacjami.

Wg. Der Spiegel, Thomas Schulz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *